niedziela, 21 listopada 2010

Epilog

Tej nocy Czarny Pan świętował a ja rozpaczałem w samotności. Tego wieczoru straciłem Hermionę na zawsze. Straciłem wszystko co budowałem tak długo.


Niedługo potem był pogrzeb Albusa Dumbledore'a. Wiedziałem, że nie mogę tam iść bo zbyt wielu czarodzieji było i mógłbym wpaść, ale chęć pożegnania mojego największego przyjaciela?, była mocniejsza. Wypiłem eliksir wielosokowy i w przebraniu afrykańskiego czarodzieja poszedłem. Pogrzeb był piękny. Biała trumna wzniosła się w górę. Wszyscy płakali a ja wzrokiem szukałem jej. Siedziała  obok Rona i Ginny. Młoda gryfonka prztulała ją i obydwie obcierały łzy. Potter tępo patrzył w przestrzeń. Wiedziałem, że nigdy mi nie wybaczy.. Hermiona wyglądała tak, jakby miała za chwile sie przewrócić. Usiadłem za nimi. Nagle usłyszałem melodie. Jak słusznie zauważyła Ginny pochodziła z jeziora. Magię, tego dnia, było czuć wszędzie. Rozejrzałem się, wszyscy którzy przybyli płakali. Jedni udawali inni naprawdę wspominali ciepło tego stara. Łzy zakręciły mi się w oczach. Nie byłem przeciez Severusem, tylko bezimiennym czarodziejem , więc mogłem płakać. Miałem okazję. Ukryłem twarz w rękach i rozpłakałem się na dobre. Poczułem czyjąś dłoń na swojej i podniosłem opuchłe oczy. Hermiona kucnęła obok i objęła mnie ramionami.
- Już dobrze.. każdemu z nas go brakuje. Widzę, że jest pan sam, jeśli pan pozwoli dotrzymamy panu towarzystwa. Dyrektor nie chciałby by ktoś był kiedykolwiek opuszczony przez innych. - i zaczęła płakać. Chłonęłem zapach jej włosów i skóry. Była blisko i tak powinno być przez całe życie. 
- Dziękuję , ale muszę już iść - powiedziałem cichym głosem wiedząc, że za chwile eliksir przestanie działać a ja sam zginę z ręki każdego kto tu jest. Hermiona spojrzała w moje oczy a jej źrenice rozszerzyły się niebezpiecznie. 
- Severus? - powiedziała trzęsącym się głosem. Pokiwałem głową i teleportowałem się. Zanim zdążyła cokolwiek powiedzieć mnie już nie było.. 




KONIEC CZĘŚCI 6

Rozdział 8

Gdy nadszedł ten przeklęty dzień obudził się z bólem brzucha. Chodził po pokoju i myśła co jeszcze musi zrobić zanim opuści zamek. Gdy skończył pakowanie wysłał swoje rzeczy do Malfoy Manor. Nadeszła godzina 17. Chciał jeszcze chociaż przez chwilę ją zobaczyć. Przytulić i powiedzieć jak bardzo ją kocha. Wyszedł na korytarz i postanowił ją znaleźć. Gdy dopadł jakaś młoda gryfonkę natychmiast kazał znaleźć pannę Granger i przyprowadzić do siebie.
Usłyszał ciche pukanie do drzwi – proszę – powiedział. Weszła. Miała na sobie zieloną sukienkę do kolan rozpuszczone włosy a na szyji wisiał łańcuszek, który dostała od niego na urodziny. Małe serduszko przykuło jego uwagę.
- Wejdź Hermiono i zamknij drzwi – poprosił. Przez chwile stała z lekko otwartymi ustami po czym wykonała polecenie.
- Chciał się pan ze mną widzieć. – powiedziała a on podszedł do niej i spojrzał jej głęboko w oczy.
- Przepraszam za cały ten rok. Nawet nie wiesz jak bardzo Cię kocham – powiedział i nie czekając na reakcję pocałował ją namiętnie. Wtuliła się w niego mocniej i nie chciała wypuścić go z ramion. Trwali tak może z piętnaście minut, gdy Severus usłyszał wybuch. Nadszedł początek końca. Przytulił ją mocniej i popatrzył głęboko w oczy.
- Wybaczysz mi kiedyś?
- Tak, przecież Cię kocham. – chciała jeszcze coś dodać ale ten wybuch przywrócił ich do rzeczywistości. – chyba coś się stało na górze.
- Musisz tu zostać! Obiecaj mi to. – poprosił i złapał różdżkę.
- Ale..
- Obiecaj mi – wpił jej się w usta raz jeszcze i nie spojrzawszy więcej wypadł z komnaty. Pędził by wykonać ostatnią wolę Albusa Dumbledorea.
Hermiona była bezpieczna. Z jej słowami, że go kocha i wybacza mu szedł pewnie na wieżę. Śmierciorzercy już tam byli. Wiedział, że Potter będzie z Albusem. Rozejrzał się ale go nie widział.
- No dalej Draco! – skrzeczała Bellatriks, ale chłopak nie potrafił rzucić Avady. Podszedłem do niego i położyłem rękę na ramieniu.
- Odsuń się Draco. – Wymierzyłem w Dumbledore’a. Stał i patrzył na mnie spod okularów połówek. Jego niebieskie oczy uśmiechały się przyjaźnie a ja nienawidziłem się z całego serca w tym momencie. Traciłem wszystko w imie „większego dobra” .
- Severusie.. proszę.. – usłyszałem jego cichy głos. Był taki słaby..
- Avada Kedavra! – ryknąłem. Albus jak szmaciana lalka przeleciał przez barierkę i runął w dół. Moje serce było twarde a oczy zimne. Wszyscy zaśmiali się chórem że w końcu ktoś zabił Dumbledorea. Draco zaczął płakać na co jego ciotka odezwała się zdenerwowana:
- Czarny Pan będzie zły.
- Nie jeśli zobaczy co zrobił Snape. Brawo Severusie. – powiedziała Alecto.
- Szybko – powiedziałem. Trzeba było jeszcze wydostać się ze szkoły. Kogo jak kogo ale dzieciaka było mi szkoda.
Widziałem jak z daleka Hermiona uchyla się przed strumieniem czerwonego światła i pada na ziemię bo przykryć własnym ciałem jakaś małą dziewczynkę. Chciałem jej pomóc ale nie mogłem. Wybiegliśmy na błonia i w tedy go usłyszałem:
- Ty tchórzu !! – Potter biegł w naszym kierunku.  Huk. Odwróciłem się. Chatka Hagrida płonęła.
- Kieł jest w środku!! Ty diable! – krzyczał. Nigdy nie przyjaźniłem się z nim , ale lubiłem go.
- Teleportujcie się.
Potter upadł Greyback rzucił się na niego.
- Nie! – krzyknąłem. – Potter należy do Czarnego Pana!
Gdy wszyscy teleportowali się do Malfoy Manor zostałem z Harrym sam. Już chciałem odejść gdy zawołał.
- Ty tchórzu. Zabiłeś go ! On ci tak ufał..
- Nie nazywaj mnie tchórzem Potter!!
- Sectu..
- Expelliarmus! Śmiesz używać na mnie moich własnych zaklęć Potter?! To ja je wymyśliłem ja ! Książe Półkrwi. Stanąłem nad nim a mgła otoczyła nas dookoła. Patrzył na mnie swoimi zielonymi oczami i nic nie mówił. Z jego oczu płynęły łzy.
- Więc zabij mnie, tak jak zabiłeś jego. Bezbronnego.. – wyszeptał.
Zaśmiałem się drwiąco, ale bój przebijał mi serce.
- Należysz do Czarnego Pana. – i zniknąłem z cichym trzaskiem.

Rozdział 7

Horacy coraz bardziej działał na moje skołatane nerwy. Nie dość, że chodził wszędzie za mną i przyrównywał do mnie Potter ‘och jaki on to utalentowany z eliksirów’ to jeszcze zaczął wypytywać o Lily. Tak, bo na pewno mu powiem, dlaczego nie zaręczyłem się z tą piękna gryfonką z którą widział mnie na każdym kroku. Na domiar złego pewnego dnia usłyszałem hałas w łazience chłopców. Podchyliłem drzwi i ujrzałem drastyczną scenę.  Malfoy leżał na środku w kałuży własnej krwi a nad nim z różdżką w ręce stał nie kto inny jak sam Potter. Któż by się spodziewał.
- Ja.. ja nie chciałem ! – paplał pod nosem ale nie miałem czasu by go słuchać. Sectumsempra? Skąd on do cholery to zna.. Wyleczyłem rany Malfoya i zaniosłem go do skrzydła szpitalnego. Potter miał czekać na mnie w łazience. Gdy wróciłem był blady jak ściana i mamrotał pod nosem, trzęsąc się jak owsika, że to nie jego wina, że nie chciał.
- Cisza – wyszeptałem. Był tak wystraszony że cisza która zapadła była nie do zniesienia. – Przynieś mi wszystkie swoje książki – poprosiłem. Nie musiałem się powtarzać wypadł jak szalony i po dziesięciu minutach był z powrotem.
Przeglądałem pomału jego książki co chwila zerkając na chłopaka. Cała krew odpłynęła z jego twarzy. W końcu wyciągnąłem to czego szukałem. „Eliksiry dla zaawansowanych” przekartkowałem podręcznik ale to nie był mój. Podejrzane, musiał mieć mój podręcznik skoro znał to zaklęcie. Odwróciłem na stronę tytułową i przeczytałem. Chyba żartuje.
- Roonil Wazlib ?
Widać było, że nie wie co powiedzieć. Po chwili wydukał.
- To moja ksywka.
- Ksywka?  - zapytałem i zmrużyłem oczy.
- No tak mówią do mnie znajomi..
- Wiem co to jest ksywka! – ryknąłem i rzuciłem w niego książką. Idiota jeden myśli, że może ze mną żartować.
- Wiesz co ja myślę Potter ? – zapytałem najbardziej zjadliwym głosem na jaki było mnie w tym momencie stać. – Myślę, że jesteś takim samym kłamcą jak twój ojciec. Zasługujesz na szlaban w każdą sobotę do końca roku! Co ty na to?
O dziwo się zgodził nie stawiał oporu i widziałem w jego oczach skruchę. Jednak coś różniło go od Jamesa.
- ale.. panie profesorze w sobote są treningi do meczu.. – zaczął gdy przypomniał sobie o jakże ważnej sprawie w jego życiu.
- Biedni gryfoni – powiedziałem z uśmiechem i wyszedłem. – o Dziesiątej Potter – dodałem będąc już na korytarzu. A niech potem powie, że nie wiedział o której to zginie..
Rok szkolny dochodził końca a Albus nie wzywał mnie do siebie. Pewnego wieczoru dostałem wiadomość
„Przyjdź”
A.
No tak przyjadź. Oczywiście, że przyjde tylko czego się dzisiaj dowiem?
- Lubie żelki , czy coś tam.. – mruknąłem a himera odskoczyła. Nie zapukałem nawet poirytowany hasłem. Gdy wszedłem Minerwa stała przytulona do Albusa i ocierała łzę.
- yy przeszkodziłem? – zadrwiłem.
- nie, Minerwa już wychodziła. – gdy kobieta przechodziła obok mnie nie zaszczyciła mnie nawet spojrzeniem.
- a tej co? – zapytałem nie będąc do końca pewnym , czy chce znać powód jej „rozpaczy”.
- jej matka nie żyje. Umara dziś rano. – powiedział smutno Albus i podszedł do okna. Słońce zachodziło oblewając hogwart złotymi promieniami.
- To ona ma jeszcze.. – zaczęłem ale przerwałem. W sumie nie ma co śmiać się z czyjegoś nieszczęścia. I ja to mówię? Znowu mówisz do mnie? Nie. To nie mów sam do siebie bo Dumb pomyśli , że całkiem zwariowałes. Bo zwariowałem. A idź..
- mówiłes coś Severusie? – zapytał Albus i popatrzył nam nie z troską w oczach.
- nie nic. Po co mnie wezwałes? – zapytałem.
- to za tydzień.
- co ?
- za tydzień mnie zabijesz. – powiedział. – och nie przejmuj się jeśli będę chciał mam duzo czasu jeszcze na napisanie swojego epitafium – zaśmiał się a ogniki w jego oczach zamigotały.
- Strasznie śmieszne.. – powiedziałem. W myślach jednak widziałem minę Hermiony gdy dowie się, że zabiłem jej ukochanego „dziaduszka” jak to go czule nazywała, gdy siedziała w lochach na kanapie i opierała podbródek na jego piersiach.
- Severusie? – Albus znowu musiał przywrócić go do rzeczywistości.
- Tak?
- To tyle, możesz iść.
- Dobranoc Dyrektorze.
- Dobranoc dziecko..
Powinienem z nią porozmawiać, wytłumaczyć.. nie czekaj ! Nie może. Przecież to by wszystko zepsuło. Musi go nienawidzić.. Wyszedł na błonia i ją zobaczył. Siedziała na ziemi i karmiła Kła. Jej włosy rozwiewał wiatr a ona sama zaśmiewała się do łez. To był piękny widok. Szybko się ocknął, gdy zauważył że patrzy prosto na niego. Nie zdążył zmienić wyrazu twarzy i widziała, że się uśmiecha. Odchrząknął i wszedł do środka. Maj był pięknym miesiącem..

Rozdział 6

Na śniadaniu dopadł ją Ron i Harry. Własnie nalewała sobie soku gdy obrzucili ją pytaniami.
- Jak było u Snape’a?
- Miałaś szlaban czy może pogawędkę?
- No opowiadaj!
Spojrzała na nich chłodno a później na stół nauczycielski. Snape nie przyszedł na śniadanie. Może to i lepiej.
- Nie. Nie miałam szlabanu bo wyszłam po 10 minutach.
- CO?! – Harry popatrzył na przyjaciółkę jakby pokazywała mu prawdziwego Chrakpa Krętorogiego.
- To co mówię. Wyszłam.
- Ale.. powiedział ci coś?
- Ten bydlak cos Ci zrobił?! – Ron zrobił się bardziej purpurowy na twarzy niż jego sweter od mamy.
- Nie. Powiedział po prostu, żebym zapomniała o tym co było w tamtym roku bo jestem uczennicą a on nauczycielem. Na tym się skończyło i cieszę się, więc bardzo was proszę nie mówmy już o tym dobrze? A Ty Harry co z Dumbledorem?
I Potter zaczął swój monolog a Hermiona odpłynęła w swoje myśli.
Wrzesień i Październik minęły szybko. Severus budził sie szedł na lekcje czasami coś zjadł i znowu spał. Nie chciał  myśleć o tej małej kobiecie, którą tak bardzo skrzywdził. Albus naciskał zjednej strony a Voldemort z drugiej. Wszystko może było by wporządku gdyby nie ten głupi Draco. Na własną rękę próbował zabić dyrektora jakby to w ogóle mogło być z jego strony możliwe. Do tego Potter! Ten dzieciak zdecydowanie działał mu na nerwy. Na  przykład ostatnia lekcja obrony. Lekcja już dawno się rozpoczęła a ten jak na szczególnych warunkach wpada do klasy spóźniony.
- Znowu się spóźniłeś Potter. Gryffindor traci dziesięć  punktów. No tak najlepiej zmierzyć mnie swoim morderczym spojrzeniem numer 5 a potem obgadywać przez pół lekcji z Weasleyem. Nie pozwolą normalnie człowiekowi lekcji poprowadzić. Już miałem powiedzieć na której otworzyć stronie gdy zauważyłem rękę Finnigana.
- O co chodzi panie Finnigan? – zapytałem z nadzieją, że chłopak nie odpowie.
- Panie profesorze – zaczął niepewnie. No w takim tempie to lekcja mi minie zanim powie trzy zdania.. – Zastanawiam się, jak można określić różnicę między inferiusem a duchem? Bo w „Proroku Codziennym” napisali coś o inferiusie..
- Nie nie napisali – przerwałem mu na co moi ślizgoni wybuchli śmiechem – cisza.
- Ale, panie profesorze, słyszałem jak mówili..
- Gdybyś sam przeczytał to byś wiedział że rzekomym inferiusem był niejaki Mundyngus Fletcher.
Oczywiście nasza doskonałość musiała dołożyć swoje trzy grosze.
- Widzę jednak, że Potter ma na ten temat odmienne zdanie. Powiedz mi więc Potter jak określisz różnice między inferiusem a duchem?
- Ee.. no.. jest przezroczysty.. – parodia. Istną kpiną było przyjęcie tego bachora do szkoły.
- Wspaniale Potter, to miłe że przez prawie szcześć lat nauczyłes się  tego że duch jest PRZEZROCZYSTY.. Tyle powiedziałby nam pięciolatek ! – warknąłem i stanąłem przed ławką Pottera. Granger nie raczyła nawet na mnie spojrzeć.
- Inferius jest trupem ożywionym przez czarnoksiężnika. Nie jest żywy jest tylko czymś w rodzaju lalki posłusznej jego rozkazom. Duch, jak chyba wszyscy wiecie, to odcisk duszy, która opuściła ciało w naszym materialnym świecie i jak mądrze powiedział Potter jest przezroczysty..
- Ale przecież, to co powiedział Harry jest najważniejsze! Kiedy w ciemnej alejce spotkamy coś takiego to przecież nie zapytamy „Hej przepraszam jesteś może odciskiem duszy która opuściła ciało?” – miałem ochotę go zabić. Ale co zrobić cała rodzina była z dawien dawna spiszana na kretynizm..
- Gryffindor traci kolejne dziesięć punktów.  Nie spodziewałem się po Tobie niczego innego Ronaldzie Weasleyu, chłopcu tak bardzo materialnym, że nie potrafisz się deportować chociażby o cal. – brawo! Trafiłem w jego czuły punkt. Spojrzałem na Granger wściekłość malowała jej się na twarzy. Znowu triumfowałem.

Rozdział 5

Na korytarzu spotkała Rona i Lavender, czy będą razem? Życzyła swojemu przyjacielowi jak najlepiej, mimo , że nie lubiła Brown..
 Biegła szybko w stronę lochów, wiedziała , że Snape nie daruje jej spóźnienia. Czasami chciałaby znowu mieć zmieniacz czasu.. Dopadła wielkich dębowych drzwi i cicho zapukała. Usłyszała krótkie wejść , wzięła głęboki oddech i otwarła drzwi. Severus siedział za pulpitem i poprawiał sprawdziany. Ogień w kominku tlił się jeszcze przez chwilę, ale podmuch zamykających się drzwi zgasił go do końca. Przez chwilę nie zwracał na nią uwagi więc oparła się o ścianę i patrzyła na niego. Był taki spokojny, taki jakiego zapamiętała z tamtego roku. W skupieni gładził wargę cienkim palcem a ona zadrżała na myśl o jego zimnych dłoniach. Po dziesięciu minutach postanowiła odchrząknąć a on podniósł na nią swój wzrok. Jego czarne oczy bacznie jej się przyglądały ale nadal nie mówił nic. Po chwili odłożył pióro przetarł twarz i dopiero wtedy zauważyła cienie pod jego oczami. Zrobiło jej się go żal i chciała podejść i go przytulić gdy w końcu się odezwał.
- Tam masz gumochłony masz je oddzielić od tykwobulw i nie myśl że użyjesz czarów..
Hermiona spojrzała na niego krytycznie. Nawet gdy byli sami mógł zachować się inaczej. Postanowiła jednak o tym porozmawiać. Usiadła na podłodze i zaczęła rozdzielać gumochłony gdy złapał jej rękę.
- Nie jestem Tyranem. Masz tu rękawice. – podał jej a ona nie puściła jego ręki – coś jeszcze panno Granger?
- Może tak dla odmiany Hermiono? Jesteśmy przecież sami..
- Posłuchaj bo może czegoś tu nie rozumiesz. Nie jesteśmy przyjaciółmi i zostajemy na poziomie nauczyciel-uczennica, profesor Snape- Granger rozumiesz? – zapytał patrząc prosto w jej orzechowe oczy.
- Czyli mam po prostu udawać że nie było tamtego roku? Tego wszystkiego, co między nami było? – zapytała wstając.
- A co takiego między nami było? Przespałaś się kilka razy ze mną, dzieliłaś się ze mną tajemnicami i problemami i jest okey. Ale to niczego nie zmienia. Granger jesteś uczennicą. To był wielki błąd.
- Żałuje PAN? – położyła nacisk na drugie słowo i twardo patrzyła w jego oczy.
- Tak Granger , żałuję. – powiedział a jego głos ociekał jadem. – Żałuję każdej minuty zmarnowanej z Tobą.
Tego było dla Hermiony za dużo rozpłakała się i uciekła z lochód. Nie pobiegł za nią, nie zrobił niczego co powinien. Oparł się o zimną ścianę i ukrył twarz w rękach. Tak będzie lepiej i tak prędzej czy później go znienawidzi. W końcu to co musi się stać i tak by do tego doprowadziło..
Biegła przed siebie aż do wieży, gdy wybiegła na dach popatrzyła w niebo. Padało. Krople deszczu moczyły jej loki i twarz. Płakała a jej krzyk mieszał się z szumem deszczu. Stanęła na murze i spojrzała na dół. Nie chciała tak żyć, nie chciała być wykorzystaną i niekochaną. Bez niego nie widziała już sensu a przecież musiała dalej żyć, przed nią największa wojna w dziejach ludzkości a ona może uratować kilka istnień. Nie  może tak po prostu zakończyć tego. Powiał mocny wiatr a ona zakołysała się lekko nad przepaścią. Jeszcze chwila a runęła by jak długa gdyby nie silna ręka która złapała ją w pasie.
- Zwariowałaś już całkowicie Granger! – ryknął jej do ucha Malfoy.
- Co ty tu robisz? – zapytała. – puść mnie. Oderwała się  od niego i przewróciła na kamienna posadzkę.
- A nie no spoko trzeba było spaść głupia!
- Dlaczego ? – zapytała już uspokojona. – Dlaczego mi pomogłeś?
- Pomogłeś? – chłopak zaczerwienił się. – Wydaje Ci się szlamo. A teraz spadaj stąd nie mam czasu na rozmawianie z tobą. Podszedł do muru i oparł głowę na łokciach.
- Dziękuję – szepnęła. Chciała z nim pogadać, dowiedzieć się , dlaczego on wielki pan i władca stoi w deszczu na wieży ale nie chciała psuć tej nikłej nitki kontaktu jaki nawiązali. Stała jeszcze chwile po czym zeszła po schodach na doł żeby dostać się do pokoju wspolnego gryfonów. Nie było tam już nikogo mimo, że pora była wczesna. Weszła do łazienki i spojrzała w lustro. Tusz spływał jej po policzkach a włosy przyleciły się do twarzy.
- Co ty robisz Hermiono? Na nim świat się nie kończy. Nie jest tego wart. – powiedziała do swojego odbicia i przemyła twarz ciepłą wodą.

Rozdział 4

Hermionę obudziły promienie słońca , które zwinnie przebijały się przez ciężkie zasłony.
-Dzień dobry Krzywołapku – powiedziała i pocałowała czule swojego kocura w czubek głowy.
- Czy dobry to się dowiemy – powiedziała Parvati i podeszła do szafy. Najpierw Historia Magii. Jak oni mogli nam dowalić to na poniedziałek na 7 rano?!
- Och daj spokój. – powiedziała Hermiona robiąc wymach rękami, które niebezpiecznie szczeliły.
- Więcej ćwiczeń Granger. – zaśmiała się Padma i podała bluzkę siostrze. – tak po za tym, Ty nie musisz słuchać profesora bo historię umiesz na pamięć.
- No wiesz. To nieprawda.. no może troche..
- Lepiej poucz się na obronę, słyszałam, że Snape nie ma dobrego humoru już wczoraj chciał wlepić szlaban jakimś gryfonom ale Dumbledore powiedział, że nie ma jeszcze lekcji więc nie może. Odbije im się to na pewno dzisiaj. No chyba że skupi swoja złość na Nas.
Dochodziła już do klasy obrony przed czarna magią gdy usłyszała głos Snape’a.
- Nie! Nie jestem już nauczycielem eliksirów – powiedział z nutką sarkazmu w głosie.
- Co z tego skoro zobowiązałeś się ! – Minerwa stała obok i patrzyła na swojego kolegę po fachu ze złością.
- Niech Horacy ją uczy. Co mnie to obchodzi!
- Severusie. To nie mi obiecałeś tylko tej młodej gryfonce i Albusowi. Myślałam, że dotrzymujesz obietnicy.
Hermiona zatrzymała się i zakręciło jej się w głowie. Więc jednak nie chciał jej więcej uczyć. To wystarczyło. Po południu pójdzie i podziękuję za współpracę. Może faktycznie ten Slughorn zgodzi się ją uczyć? Gdy tak rozmyślała nagle ktoś na nia wpadł. Uderzyła o podłoge by po chwili usłyszeć złośliwe:
- Uważaj jak łazisz Granger – powiedział Snape wyciągając do niej rękę. – Wstawaj!
Nie złapała jego ręki tylko pomału wygramoliła się i zaczęła zbierać swoje książki. Nie podniosła na niego wzroku tylko powiedziała – jeśli nie chciał mnie pan uczyć, trzeba było mi to tylko powiedzieć.
- Nie ładnie podsłuchiwać. – jego głos był pełen ironii.
- Tak. I nie ładnie jest kłamać – czuła pod powiekami łzy ale nie chciała dać mu tej satysfakcji.
- Kłamać? – zapytał i rozejrzał się po korytarzu czy aby na pewno nikt nie słyszy tej wymiany zdań.
- Tak. Kłamać, jak to dobrze się panu ze mną pracowało. – Chciała odejść ale złapał ją za nadgarstek i powiedział cicho.
- Kłamałem. Jestem szpiegiem mam to we krwi. – Jego czarne oczy nie wyrażały żadnych uczuć. Były puste i zimne. Dziewczyną wstrząsnął chłód jaki od niego bił. Jego zimne i długie palce parzyły ją a oddech przyśpieszył gdy zbliżył swoja twarz do jej.
- Nie tylko pan kłamał. – powiedziała i uśmiechnęła się z największą ironią na jaką ją było stać.
- Słucham ? – zbiła go trochę z tropu ale nie dawał za wygraną. – Myślisz, że ty mogłabyś mnie oszukać?
- Myślę , że tak. – wyrwała się i poszła w kierunku klasy.
Stała oparta o ścianę czekająć na Harry’ego i Rona. Gdy przyszli drzwi od pracowni otwarły się z hukiem i na korytarz wyszedł Severus Snape. Grupka uczniów nagle ucichła.
- Do środka – rzucił krótko.
Hermiona rozejrzała się po klasie, kiedy weszli. Snape już odcisnął na wnętrzu swoje piętno. Klasa była jeszcze bardziej ponura  niż zwykl, zasłony na wszystkich oknach zasunięte, świece zapalone. Na ścianach wisiały nowe obrazy, przedstawiające przeważnie ludzi o wykrzywionych z bólu twarzach z okropnymi ranami czy powykręcanymi członkami. Nikt się nie odezwał, kiedy usiedli, popatrując na te mroczne, makabryczne sceny.
- Nie kazałem wam wyjmować podręczników – powiedział, kiedy zamknął drzwi i stanął za pulpitem. Hermiona chciała szybko wrzucić swój egzemplarz do torby ale Snape to zauważył.
- Panna Granger minus 5 punktów za nieposłuszeństwo. – powiedział a jego głos ociekał jadem.  – Chcę wam coś powiedzieć i żądam bezwzględne uwagi. – Hermiona w tym momencie zjechała go wzrokiem. Nic się nie zmienił był bardziej męski niż w tamtym roku i nie wiedziała dlaczego to wszystko co układała nagle zamieniło się w pył. Gdy wyrwała się z przemyśleć Snape już coś mówił. A może kończył mówić?
- …Mam prawo sądzić, że jesteście całkowitymi nowicjuszami jeśli chodzi o zaklęcia niewerbalne. Czy ktoś z tej.. klasy.. wie, jaka jest różnica między zaklęciem werbalnym a niewerbalnym?
Hermiona chciała odpowiedzieć ale siłą woli powstrzymała się. Niestety jej irytujące przyzwyczajenie wyciągania łapy wszędzie gdzie się da, tylko po to żeby wszyscy wiedzieli , że ona „wie” było nie do zniesienia. Zanim zauważyła że podniosła rękę Snape już stał nad nią.
- Słucham.. panno Granger – zaakcentował jej nazwisko tak że poczuła gęsią skórkę.
- Nie ostrzega się przeciwnika, jakiego rodzaju magii chce się użyć, co daje ułamek sekundy przewagi.
- Odpowiedź zaczerpnięta słowo w słowo ze „Standardowej księgi zaklęć, stopień szósty” – powiedział lekceważąco a Malfoy zachichotał.  – Jest to duża sprawa koncentracji, której niektórym brak. Hermiona wiedziała że mówi o Harrym. Podczas ich wieczornych spotkań narzekał na brak silnej woli Pottera a ona tłumaczyła mu, jak to jest ze złotym chłopcem.
- Teraz podzielicie się na pary. No już ! – rynął i podszedł do biurka. Gdy wrócił wszyscy mieli pary tylko jedna ofiara losu oczywiście nie miała z kim pracować. Longbottom. Nie będę przecież  z  nim ćwiczyć bo jeszcze odeślą mnie do Świętego Munga..
- Granger i Longbottom wymienić się. Weasley i tak nie poradzi sobie z Tobą – powiedział do Hermiony i poszedł do niej – Będziesz ćwiczyć ze mną.
- Dlaczego? – powiedziała a wszystkie pary oczu skupiły się na niej.
- Bo ja tak mówię. – warknął
- Może ja nie chce – Hermiona nie dawała za wygraną.
- Pamiętaj do kogo mówisz.
- yyhym – mruknęła.
- Szlaban Granger – powiedział i rozejrzał się po klasie. – Na co czekacie! Pracować.
Hermiona była wściekła jak on mógł jej dać szlaban na pierwszej lekcji!
- Hermiona , zaczekaj – to był Harry a za nim jak piesek biegł Ron.
- Dajcie mi spokój. – powiedziała.
- ej.. co cię napadło? W tamtyk roku tak dobrze się dogadywaliście.
- masz racje. W tamtym roku. Nienawidze go. –powiedziała siadając na podłodze w pokoju wspólnym.
- nie mów tak. Wszystko się ułoży – to była Ginni która wiedziała jak bardzo Hermionie zależało na tym człowieku.
- nie nie ułoży. Powiedział mi to już. Powiedział że cały czas kłamał a teraz ma spokój.
- ej już 19..
- I?
- szlaban.. – Hermiona wstała szybko i pobiegła w kierunku lochów. No pięknie ciekawe co każe jej robić.

Rozdział 3

Severus rozpakował kufer w swoim gabinecie i rozejrzał się po wnętrzu. No tak od jutra znowu zaczyna się męczarnia z pierwszakami i reszta drużyny idiotów. Czemu tak mało jest na tym świecie inteligentych uczniów. No tak.. inteligentnych. To słowo przypomniało mu o pewnej bardzo inteligentnej osobie. Granger. Co teraz z nią pocznie? Przez całe wakacje wypełniał misje nadawane mu przez Albusa i Voldemorta ale jakoś zawsze gdy przychodziła „spokojna” noc myślał o niej. Pewnie zdżyła już zapomnieć. Wyjechała na wakacje i zakochała się w jakimś smarkaczu. Jest jeszcze Weasley. Tylko że jak można kochać idiote?
- Snape , sam jesteś idiotą – powiedział cichy głosik w jego głowie.
- oj tak,  jestem bo mówie sam do siebie – warknął i rzucił się na łóżko.
- to też, ale jesteś bo kochasz uczennicę.
- jest prawie dorosła!
- ale to jeszcze dziecko.
- już prawie nie.
- prawie.
- oj spij już
- taaa yyyasne..
- ..
- sam spij
- nie marudz
- ja marudze?
- a co może ja?
- weź się lecz..
- chyba powinienem
- spadaj.xd
- ja?
- a ja?
- pogubiłem się..
- nie ty jeden..
- …
- ej Snape.
- co?
- skoro ja jestem chory ty też.
- no w sumie…
- dobranoc.
- musze sobie znaleźć dziewczyne
- czemu?
- bo jak już sobie sam dobranoc mówie..
Hermiona wygramoliła się z namiotu i z bólem brzucha zlikwidowała swój tymczasowy domek jednym ruchem ręki. Podniosła plecak i ruszyła w stronę stacji pociągowej. Droga była daleka, ale dziewczyna miała sporo czasu żeby tam dotrzeć. Gdy doszła do peronu rozejrzała się po stacji. Nie było jeszcze nikogo usiadła na ławce i czekała. O 10 30 zobaczyła tłum ludzi idący w jej kierunki. No tak, to chyba znaczy, że trzeba iść dalej, pomyślała i przeszła przez mur z numeracją 9 i 10. Lokomotywa już  stała. Szybko weszła do pociągu i zajęła przedział. Gdy było za piętnaście jedenasta usłyszała głos Molly Weasly.
- Tylko uważajcie na siebie! I.. i piszcie! – krzyczała do swoich rudych dzieci, które wygladały jakby chciały jak najszybciej wjeść do pociągu i jechać do Hogwartu.
Hermiona wypatrywała Harry’ego ale nie mogła do znaleźć. Może się spóźni? Pomyślała i zobaczyła Rona. Przystanął na chwilę i zawahał się. Uśmiechnęła się a on niepewnie otwarł drzwi przedziału.
- Można? – zapytał zastawiając drogę kilku pierwszaką którzy cali czerwoni na twarzy chcieli się przecisnąć dalej – ej może poczekacie chwile co? – warknął na jednego grubiutkiego chłopczyka który o mało się nie popłakał.
- Jasne, chodź – powiedziała i zrobiła miejsce obok siebie. – Gdzie masz Ginerwę? – zapytała nie chcąc kłopotliwej ciszy.
- Och siedzi z nowym chłopakiem. – powiedział a grymas na jego twarzy sprawił, że Hermionie ścisnęło się serce.
- Aha.. a z kim chodzi? – zapytała wiedząc że stąpa po cienkim lodzie. Ronalnd nienawidził jak jego siostra chodziła z jakimikolwiek chłopakami a co dopiero teraz gdy sam dostał kosza od Harmiony która wypytuje go o to jakby to był temat ciastek.
- Nie wiem. A Harry gdzie? – wypalił tak szybko, że nie zdążyła mu odpowiedzieć.
- Nie mam pojęcia. Mieliśmy się tu dziś spotkać ale widzę, że chyba nie pojedzie z nami.. Może coś się stało? – zapytała wystraszona.
- Poradzi sobie. Nie jest już dzieckiem – powiedział Ron i wyciągnął paczkę czekoladowych żab. – chcesz? – zapytał a ona zaprzeczyła. Wyciągła książkę i udawała że czyta a tak naprawdę myślała o tym, co zrobi Severus, gdy ją zobaczy.
Obudził się wcześnie. Wstał, poszedł do łazienki i wziął zimny prysznic. Nowy rok szkolny. O zgrozo! – pomyślał.
- te a ty znowu tak sam do siebie paplasz?
- niee.. myślałem ze to mamy już za sobą?
- nie no cos ty, nie mam zamiaru Cie zostawiać.xd
- oo zgrozo po raz enty!
Uczesał się i ubrał swoją najlepszą szatę, oczywiście czarną. Jak to dobrze, że ktoś wymyślił ten kolor.. Gdy wszedł na śniadanie Albus rozmawiał z Minerwą. Nie było jeszcze wszystkich nauczycieli ale prawdopodobnie po obiedzie mieli się już zjawić.
- Jak spałes? – zapytał Doproholik a Severus tylko zaszczycił go lekkim uśmiechem.
Minerwa upuściła widelec i z niedowierzaniem powiedziała – więc to musiałbyć najlepszy sen na świecie skoro TY SIĘ UŚMIECHNĄŁEŚ??
Severus usiadł nalał sobie kawy i powiedział nie patrząc na nią.
- Mój był rewelacyjny ale Twój się chyba jeszcze nie skończył skoro wydaje Ci się, że ja mógłbym się uśmiechnać.  Musisz przestać o mnie myśleć, bo jutro wyda Ci się, ze powiem ci komplement a ja nie mam zamiaru dawać Ci kosza w wieku.. no właśnie ile ty masz już lat?
- Severusie Tobiasie Snape! Weź się  ogranij jak możesz tak do mnie mówić! – powiedziała z wyższością ale on już nic jej nie odpowiedział. Wiedział, że na razie ma święty spokój. Na razie. Została mu jeszcze jedna Gryfońska kobieta do „odrzucenia”..
Hermiona przestąpiła próg swojego ukochanego ‘domu’ i od razu go dostrzegła. Stał na schodach i czekał na pierwszorocznych. Wiedziała, że chcąc czy nie musi przejść obok niego. Poczeła na Rona i wspólnie szli w stronę Severusa. Mężczyzna gdy tylko ją dostrzegł chciał odwrócić wzrok ale nie mógł. Była taka piękna. Jej loki mimo, spięcia w ciasny kok pozwoliły sobie na swobodę i kilka z nich wypadło. Miała na sobie czarny płaszczyk i uśmiechała się tak radośnie. Brakowało mu tego.. Gdy była już u stóp schodów odwrócił się plecami udawał że szuka czegoś na liście. Szczęście, że zanim doszła do niego zaczął sprawdzać obecność. Chciała się przywitać ale Ron pociągnął ja za rękaw i poszła dalej. W oczach błysnęły jej łzy ale nie dała tego po sobie poznać. Szybko rozpakowała się i wróciła do Wielkiej Sali. Pierwszoroczni stali w dużej grupce i czekali na Ceremonię przydziału a ona szła do stołu gryfonów. Gdy usiadła obok Rona zauważyła Harry’ego.
- Jesteś! Już się bałam, że nie będziesz. – powiedziała.
- Musiałem coś załatwić.
- Hej wszystkim – to była Luna. Jak zwykle krukonka w całym swoi wydaniu, ale wolała siedzieć z nimi.
- Cześć Luna! Co słychać? – powiedziała Hermiona i oderwała swój wzrok od czarnej postaci by spojrzeć na zabawną blondyneczkę.
- Świetnie a wy? – powiedziała i położyła nowy numer „Żonglera” na stole.
- Widzę, że „Żongler” idzie do przodu – powiedział Ron.
- Tak, bardzo dobrze się rozchodzi. Widzieliście może Nevilla? – zapytała.
- Nie, jeszcze chyba nie przybył.
- Och to szkoda. No nic ide do mojego stołu. To znaczy do ich stołu bo mój jest tam gdzie wy. – i nie pozwoliwszy im odpowiedziec odeszła.
- Jest niesamowita prawda? – Powiedział Harry.
- Tak Potter jest – chłodny głos przywrócił go na ziemię – Ale ty chyba umawiasz się z wiewiórą co? – Malfoy stał za nim ze swoimi gorylami i łypał na Harry’ego. Gdy Harry wstał nagle stało się kilka rzeczy na raz. Najpierw trzy osoby powiedziały równocześnie:
- Co Cię to interesuje? – warknął
- Nie waż się tak mówić do mojej siostry!
- Dajcie spokój. – Hermiona wstała.
- Bójka Potter? – a później zimny głos zmroził ich aż  po pięty, ale to chyba najbardziej odczuła Hermiona bo usiadła z powrotem.
- Nie panie PROFESORZE – powiedział Harry.
- To dobrze. Ceremonia Przydziału się zaczyna więc proszę o spokój. – powiedział Snape i odszedł a za nim z drwiącym uśmiechem Draco.
- Wrr! Jak ja ich nienawidzę – powiedział Ron patrząc z odrazą na Snape’a i Dracona.
Hermiona spuściła wzrok i zaczęła mieszać w zupie.
- Co ty  w nim widzisz.
- Znowu zaczynasz Ron?! – warknęła.
- O, widzisz Harry już zaczyna warczeć jak on..
- Ron daj spokój jeszcze się szkoła dobrze nie zaczęła. – powiedział Harry i uciszył ich gestem bo Dumbledore zaczał przemawiać.
- Witam was wszystkich kochani w nowym roku szkolnym! – uśmiechnał się, ale gdy wypowiadał następne zdania jego mina spoważniała. – Jak wiecie Lord Voldemort – na Sali słychać było głośne szepty – Lord Voldemort zbiera siły – powtórzył, jakby chciał podkreślić to, że nie boi się wymawiac imienia Czarnego Pana. Hermiona spojrzała na stół nauczycielski i złapała spojrzenie Snape’a. Odwrócił wzrok. Coś zakułą ją w środku ale nie dała tego po sobie poznać. Zaczynała zachowywać się tak jak on. Ubierała maski. – Ochrona zamku została wzmocniona i chronią nas nowe potężne czary ale sami też musimy być bardzo ostrożni. Jeżeli jakiś nauczyciel nałoży na was zakaz wychodzenia po za sypialnię w godzinach nocnych to macie się tego trzymać. Zresztą każdy opiekun domu dostał już polecenie jak ma was przygotować do tego roku. Ufam, że zachowacie ostrożność, dla własnego bezpieczeństwa i każdego z waszych koleżanek i kolegów.
- taa.. chyba dla Pottera – powiedział ktoś przy stole puchonów ale Harry puścił to mimo uszu.
- Nie, nie tylko chodzi tu o Harry’ego – powiedział Dumbledore tak jakby słyszał ten cichy szept z końca Sali. – po prostu macie być na baczności. Co do zmiany w gronie pedagogicznym. Miło mi powitać wśród nas profesora Slughorna – Niski człowieczek wstał  a jego łysina zalśniła w blasku świec. – Jest moim byłym kolegą i zgodził się objąć stanowisko nauczyciela eliksirów.
- Co?! – Hermiona wypaliła na tyle głośno, że Snape uśmiechnął się z ironią. Teraz z nim będzie musiała mieć praktyki.
- Natomiast profesor Snape – powiedział Dumbledore podnosząc głos – będzie uczył obrony przed czarną magią!
- Nie ! – Harry wstał ale Ginny pociągnęła do w dół.
- To nie możliwe – Hermiona była nadal w szoku. Ron widząc jej zaniepokojenie powiedział spokojnie:
- Jest jedna dobra stona tej sytuacji. – trzy pary oczu spojrzały na niego a on ugryzł wielki kawałek ciasta i powiedział coś czego nikt nie mógł zrozumieć.
- Może powiedziałbyś to bez jedzenia co?! – Hermiona była poirytowana zachowaniem przyjaciela a mieszanka uczuć mogła w każdej chwili w niej wybuchnać.
- To już jego ostatni rok w Hogwarcie.
- Co?!
- Ron ma racie – powiedział Harry i popatrzył na stół nauczycielski. – Na tym stanowisku jest klątwa.
- Ale może w przyszłym roku objąć stanowisko nauczyciela eliksirów. Ten Slughorn nie wygląda na młodego.. – powiedziała Ginny.
- Jak minęła wam podróż – zapytał Harry gdy wychodzili z Wielkiej Sali kierując się do dormitoriów.
- Wporządku w sumie większość czasu się nudziłam bo Ron spał.. – powiedziała Hermiona śmiejąc się.
- No bo czytałaś to co miałem robić.. nudzić się? – Spoważniał ale po chwili też się śmiał. – Zaczynam brzmieć jak mama..
- O nie tylko nie to haha – ich śmiech niósł się po kamiennych ścianach aż dotarł do uszu pewnego czarnowłosego meżczyżny który układał właśnie plan zajęć dla swoich uczniów.
- Poniedziałek. Drugorocznie gryfoni i krukoni. Dwie godziny na dzień dobry.. – przerwał gdy usłyszał Granger. – No tak tych też trzeba gdzieś wcisnąć ale na pewno nie na jutro. Gdy doszedł do siódmej lekcji po prostu musiał ich dopisać. – Granger! Niech Cie drzwi ścisną.. – warknął i zgasił świecę. Zapanował jakże miły mrok.