niedziela, 21 listopada 2010

Rozdział 3

Severus rozpakował kufer w swoim gabinecie i rozejrzał się po wnętrzu. No tak od jutra znowu zaczyna się męczarnia z pierwszakami i reszta drużyny idiotów. Czemu tak mało jest na tym świecie inteligentych uczniów. No tak.. inteligentnych. To słowo przypomniało mu o pewnej bardzo inteligentnej osobie. Granger. Co teraz z nią pocznie? Przez całe wakacje wypełniał misje nadawane mu przez Albusa i Voldemorta ale jakoś zawsze gdy przychodziła „spokojna” noc myślał o niej. Pewnie zdżyła już zapomnieć. Wyjechała na wakacje i zakochała się w jakimś smarkaczu. Jest jeszcze Weasley. Tylko że jak można kochać idiote?
- Snape , sam jesteś idiotą – powiedział cichy głosik w jego głowie.
- oj tak,  jestem bo mówie sam do siebie – warknął i rzucił się na łóżko.
- to też, ale jesteś bo kochasz uczennicę.
- jest prawie dorosła!
- ale to jeszcze dziecko.
- już prawie nie.
- prawie.
- oj spij już
- taaa yyyasne..
- ..
- sam spij
- nie marudz
- ja marudze?
- a co może ja?
- weź się lecz..
- chyba powinienem
- spadaj.xd
- ja?
- a ja?
- pogubiłem się..
- nie ty jeden..
- …
- ej Snape.
- co?
- skoro ja jestem chory ty też.
- no w sumie…
- dobranoc.
- musze sobie znaleźć dziewczyne
- czemu?
- bo jak już sobie sam dobranoc mówie..
Hermiona wygramoliła się z namiotu i z bólem brzucha zlikwidowała swój tymczasowy domek jednym ruchem ręki. Podniosła plecak i ruszyła w stronę stacji pociągowej. Droga była daleka, ale dziewczyna miała sporo czasu żeby tam dotrzeć. Gdy doszła do peronu rozejrzała się po stacji. Nie było jeszcze nikogo usiadła na ławce i czekała. O 10 30 zobaczyła tłum ludzi idący w jej kierunki. No tak, to chyba znaczy, że trzeba iść dalej, pomyślała i przeszła przez mur z numeracją 9 i 10. Lokomotywa już  stała. Szybko weszła do pociągu i zajęła przedział. Gdy było za piętnaście jedenasta usłyszała głos Molly Weasly.
- Tylko uważajcie na siebie! I.. i piszcie! – krzyczała do swoich rudych dzieci, które wygladały jakby chciały jak najszybciej wjeść do pociągu i jechać do Hogwartu.
Hermiona wypatrywała Harry’ego ale nie mogła do znaleźć. Może się spóźni? Pomyślała i zobaczyła Rona. Przystanął na chwilę i zawahał się. Uśmiechnęła się a on niepewnie otwarł drzwi przedziału.
- Można? – zapytał zastawiając drogę kilku pierwszaką którzy cali czerwoni na twarzy chcieli się przecisnąć dalej – ej może poczekacie chwile co? – warknął na jednego grubiutkiego chłopczyka który o mało się nie popłakał.
- Jasne, chodź – powiedziała i zrobiła miejsce obok siebie. – Gdzie masz Ginerwę? – zapytała nie chcąc kłopotliwej ciszy.
- Och siedzi z nowym chłopakiem. – powiedział a grymas na jego twarzy sprawił, że Hermionie ścisnęło się serce.
- Aha.. a z kim chodzi? – zapytała wiedząc że stąpa po cienkim lodzie. Ronalnd nienawidził jak jego siostra chodziła z jakimikolwiek chłopakami a co dopiero teraz gdy sam dostał kosza od Harmiony która wypytuje go o to jakby to był temat ciastek.
- Nie wiem. A Harry gdzie? – wypalił tak szybko, że nie zdążyła mu odpowiedzieć.
- Nie mam pojęcia. Mieliśmy się tu dziś spotkać ale widzę, że chyba nie pojedzie z nami.. Może coś się stało? – zapytała wystraszona.
- Poradzi sobie. Nie jest już dzieckiem – powiedział Ron i wyciągnął paczkę czekoladowych żab. – chcesz? – zapytał a ona zaprzeczyła. Wyciągła książkę i udawała że czyta a tak naprawdę myślała o tym, co zrobi Severus, gdy ją zobaczy.
Obudził się wcześnie. Wstał, poszedł do łazienki i wziął zimny prysznic. Nowy rok szkolny. O zgrozo! – pomyślał.
- te a ty znowu tak sam do siebie paplasz?
- niee.. myślałem ze to mamy już za sobą?
- nie no cos ty, nie mam zamiaru Cie zostawiać.xd
- oo zgrozo po raz enty!
Uczesał się i ubrał swoją najlepszą szatę, oczywiście czarną. Jak to dobrze, że ktoś wymyślił ten kolor.. Gdy wszedł na śniadanie Albus rozmawiał z Minerwą. Nie było jeszcze wszystkich nauczycieli ale prawdopodobnie po obiedzie mieli się już zjawić.
- Jak spałes? – zapytał Doproholik a Severus tylko zaszczycił go lekkim uśmiechem.
Minerwa upuściła widelec i z niedowierzaniem powiedziała – więc to musiałbyć najlepszy sen na świecie skoro TY SIĘ UŚMIECHNĄŁEŚ??
Severus usiadł nalał sobie kawy i powiedział nie patrząc na nią.
- Mój był rewelacyjny ale Twój się chyba jeszcze nie skończył skoro wydaje Ci się, że ja mógłbym się uśmiechnać.  Musisz przestać o mnie myśleć, bo jutro wyda Ci się, ze powiem ci komplement a ja nie mam zamiaru dawać Ci kosza w wieku.. no właśnie ile ty masz już lat?
- Severusie Tobiasie Snape! Weź się  ogranij jak możesz tak do mnie mówić! – powiedziała z wyższością ale on już nic jej nie odpowiedział. Wiedział, że na razie ma święty spokój. Na razie. Została mu jeszcze jedna Gryfońska kobieta do „odrzucenia”..
Hermiona przestąpiła próg swojego ukochanego ‘domu’ i od razu go dostrzegła. Stał na schodach i czekał na pierwszorocznych. Wiedziała, że chcąc czy nie musi przejść obok niego. Poczeła na Rona i wspólnie szli w stronę Severusa. Mężczyzna gdy tylko ją dostrzegł chciał odwrócić wzrok ale nie mógł. Była taka piękna. Jej loki mimo, spięcia w ciasny kok pozwoliły sobie na swobodę i kilka z nich wypadło. Miała na sobie czarny płaszczyk i uśmiechała się tak radośnie. Brakowało mu tego.. Gdy była już u stóp schodów odwrócił się plecami udawał że szuka czegoś na liście. Szczęście, że zanim doszła do niego zaczął sprawdzać obecność. Chciała się przywitać ale Ron pociągnął ja za rękaw i poszła dalej. W oczach błysnęły jej łzy ale nie dała tego po sobie poznać. Szybko rozpakowała się i wróciła do Wielkiej Sali. Pierwszoroczni stali w dużej grupce i czekali na Ceremonię przydziału a ona szła do stołu gryfonów. Gdy usiadła obok Rona zauważyła Harry’ego.
- Jesteś! Już się bałam, że nie będziesz. – powiedziała.
- Musiałem coś załatwić.
- Hej wszystkim – to była Luna. Jak zwykle krukonka w całym swoi wydaniu, ale wolała siedzieć z nimi.
- Cześć Luna! Co słychać? – powiedziała Hermiona i oderwała swój wzrok od czarnej postaci by spojrzeć na zabawną blondyneczkę.
- Świetnie a wy? – powiedziała i położyła nowy numer „Żonglera” na stole.
- Widzę, że „Żongler” idzie do przodu – powiedział Ron.
- Tak, bardzo dobrze się rozchodzi. Widzieliście może Nevilla? – zapytała.
- Nie, jeszcze chyba nie przybył.
- Och to szkoda. No nic ide do mojego stołu. To znaczy do ich stołu bo mój jest tam gdzie wy. – i nie pozwoliwszy im odpowiedziec odeszła.
- Jest niesamowita prawda? – Powiedział Harry.
- Tak Potter jest – chłodny głos przywrócił go na ziemię – Ale ty chyba umawiasz się z wiewiórą co? – Malfoy stał za nim ze swoimi gorylami i łypał na Harry’ego. Gdy Harry wstał nagle stało się kilka rzeczy na raz. Najpierw trzy osoby powiedziały równocześnie:
- Co Cię to interesuje? – warknął
- Nie waż się tak mówić do mojej siostry!
- Dajcie spokój. – Hermiona wstała.
- Bójka Potter? – a później zimny głos zmroził ich aż  po pięty, ale to chyba najbardziej odczuła Hermiona bo usiadła z powrotem.
- Nie panie PROFESORZE – powiedział Harry.
- To dobrze. Ceremonia Przydziału się zaczyna więc proszę o spokój. – powiedział Snape i odszedł a za nim z drwiącym uśmiechem Draco.
- Wrr! Jak ja ich nienawidzę – powiedział Ron patrząc z odrazą na Snape’a i Dracona.
Hermiona spuściła wzrok i zaczęła mieszać w zupie.
- Co ty  w nim widzisz.
- Znowu zaczynasz Ron?! – warknęła.
- O, widzisz Harry już zaczyna warczeć jak on..
- Ron daj spokój jeszcze się szkoła dobrze nie zaczęła. – powiedział Harry i uciszył ich gestem bo Dumbledore zaczał przemawiać.
- Witam was wszystkich kochani w nowym roku szkolnym! – uśmiechnał się, ale gdy wypowiadał następne zdania jego mina spoważniała. – Jak wiecie Lord Voldemort – na Sali słychać było głośne szepty – Lord Voldemort zbiera siły – powtórzył, jakby chciał podkreślić to, że nie boi się wymawiac imienia Czarnego Pana. Hermiona spojrzała na stół nauczycielski i złapała spojrzenie Snape’a. Odwrócił wzrok. Coś zakułą ją w środku ale nie dała tego po sobie poznać. Zaczynała zachowywać się tak jak on. Ubierała maski. – Ochrona zamku została wzmocniona i chronią nas nowe potężne czary ale sami też musimy być bardzo ostrożni. Jeżeli jakiś nauczyciel nałoży na was zakaz wychodzenia po za sypialnię w godzinach nocnych to macie się tego trzymać. Zresztą każdy opiekun domu dostał już polecenie jak ma was przygotować do tego roku. Ufam, że zachowacie ostrożność, dla własnego bezpieczeństwa i każdego z waszych koleżanek i kolegów.
- taa.. chyba dla Pottera – powiedział ktoś przy stole puchonów ale Harry puścił to mimo uszu.
- Nie, nie tylko chodzi tu o Harry’ego – powiedział Dumbledore tak jakby słyszał ten cichy szept z końca Sali. – po prostu macie być na baczności. Co do zmiany w gronie pedagogicznym. Miło mi powitać wśród nas profesora Slughorna – Niski człowieczek wstał  a jego łysina zalśniła w blasku świec. – Jest moim byłym kolegą i zgodził się objąć stanowisko nauczyciela eliksirów.
- Co?! – Hermiona wypaliła na tyle głośno, że Snape uśmiechnął się z ironią. Teraz z nim będzie musiała mieć praktyki.
- Natomiast profesor Snape – powiedział Dumbledore podnosząc głos – będzie uczył obrony przed czarną magią!
- Nie ! – Harry wstał ale Ginny pociągnęła do w dół.
- To nie możliwe – Hermiona była nadal w szoku. Ron widząc jej zaniepokojenie powiedział spokojnie:
- Jest jedna dobra stona tej sytuacji. – trzy pary oczu spojrzały na niego a on ugryzł wielki kawałek ciasta i powiedział coś czego nikt nie mógł zrozumieć.
- Może powiedziałbyś to bez jedzenia co?! – Hermiona była poirytowana zachowaniem przyjaciela a mieszanka uczuć mogła w każdej chwili w niej wybuchnać.
- To już jego ostatni rok w Hogwarcie.
- Co?!
- Ron ma racie – powiedział Harry i popatrzył na stół nauczycielski. – Na tym stanowisku jest klątwa.
- Ale może w przyszłym roku objąć stanowisko nauczyciela eliksirów. Ten Slughorn nie wygląda na młodego.. – powiedziała Ginny.
- Jak minęła wam podróż – zapytał Harry gdy wychodzili z Wielkiej Sali kierując się do dormitoriów.
- Wporządku w sumie większość czasu się nudziłam bo Ron spał.. – powiedziała Hermiona śmiejąc się.
- No bo czytałaś to co miałem robić.. nudzić się? – Spoważniał ale po chwili też się śmiał. – Zaczynam brzmieć jak mama..
- O nie tylko nie to haha – ich śmiech niósł się po kamiennych ścianach aż dotarł do uszu pewnego czarnowłosego meżczyżny który układał właśnie plan zajęć dla swoich uczniów.
- Poniedziałek. Drugorocznie gryfoni i krukoni. Dwie godziny na dzień dobry.. – przerwał gdy usłyszał Granger. – No tak tych też trzeba gdzieś wcisnąć ale na pewno nie na jutro. Gdy doszedł do siódmej lekcji po prostu musiał ich dopisać. – Granger! Niech Cie drzwi ścisną.. – warknął i zgasił świecę. Zapanował jakże miły mrok.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz