Gdy nadszedł ten przeklęty dzień obudził się z bólem brzucha. Chodził po pokoju i myśła co jeszcze musi zrobić zanim opuści zamek. Gdy skończył pakowanie wysłał swoje rzeczy do Malfoy Manor. Nadeszła godzina 17. Chciał jeszcze chociaż przez chwilę ją zobaczyć. Przytulić i powiedzieć jak bardzo ją kocha. Wyszedł na korytarz i postanowił ją znaleźć. Gdy dopadł jakaś młoda gryfonkę natychmiast kazał znaleźć pannę Granger i przyprowadzić do siebie.
Usłyszał ciche pukanie do drzwi – proszę – powiedział. Weszła. Miała na sobie zieloną sukienkę do kolan rozpuszczone włosy a na szyji wisiał łańcuszek, który dostała od niego na urodziny. Małe serduszko przykuło jego uwagę.
- Wejdź Hermiono i zamknij drzwi – poprosił. Przez chwile stała z lekko otwartymi ustami po czym wykonała polecenie.
- Chciał się pan ze mną widzieć. – powiedziała a on podszedł do niej i spojrzał jej głęboko w oczy.
- Przepraszam za cały ten rok. Nawet nie wiesz jak bardzo Cię kocham – powiedział i nie czekając na reakcję pocałował ją namiętnie. Wtuliła się w niego mocniej i nie chciała wypuścić go z ramion. Trwali tak może z piętnaście minut, gdy Severus usłyszał wybuch. Nadszedł początek końca. Przytulił ją mocniej i popatrzył głęboko w oczy.
- Wybaczysz mi kiedyś?
- Tak, przecież Cię kocham. – chciała jeszcze coś dodać ale ten wybuch przywrócił ich do rzeczywistości. – chyba coś się stało na górze.
- Musisz tu zostać! Obiecaj mi to. – poprosił i złapał różdżkę.
- Ale..
- Obiecaj mi – wpił jej się w usta raz jeszcze i nie spojrzawszy więcej wypadł z komnaty. Pędził by wykonać ostatnią wolę Albusa Dumbledorea.
Hermiona była bezpieczna. Z jej słowami, że go kocha i wybacza mu szedł pewnie na wieżę. Śmierciorzercy już tam byli. Wiedział, że Potter będzie z Albusem. Rozejrzał się ale go nie widział.
- No dalej Draco! – skrzeczała Bellatriks, ale chłopak nie potrafił rzucić Avady. Podszedłem do niego i położyłem rękę na ramieniu.
- Odsuń się Draco. – Wymierzyłem w Dumbledore’a. Stał i patrzył na mnie spod okularów połówek. Jego niebieskie oczy uśmiechały się przyjaźnie a ja nienawidziłem się z całego serca w tym momencie. Traciłem wszystko w imie „większego dobra” .
- Severusie.. proszę.. – usłyszałem jego cichy głos. Był taki słaby..
- Avada Kedavra! – ryknąłem. Albus jak szmaciana lalka przeleciał przez barierkę i runął w dół. Moje serce było twarde a oczy zimne. Wszyscy zaśmiali się chórem że w końcu ktoś zabił Dumbledorea. Draco zaczął płakać na co jego ciotka odezwała się zdenerwowana:
- Czarny Pan będzie zły.
- Nie jeśli zobaczy co zrobił Snape. Brawo Severusie. – powiedziała Alecto.
- Szybko – powiedziałem. Trzeba było jeszcze wydostać się ze szkoły. Kogo jak kogo ale dzieciaka było mi szkoda.
Widziałem jak z daleka Hermiona uchyla się przed strumieniem czerwonego światła i pada na ziemię bo przykryć własnym ciałem jakaś małą dziewczynkę. Chciałem jej pomóc ale nie mogłem. Wybiegliśmy na błonia i w tedy go usłyszałem:
- Ty tchórzu !! – Potter biegł w naszym kierunku. Huk. Odwróciłem się. Chatka Hagrida płonęła.
- Kieł jest w środku!! Ty diable! – krzyczał. Nigdy nie przyjaźniłem się z nim , ale lubiłem go.
- Teleportujcie się.
Potter upadł Greyback rzucił się na niego.
- Nie! – krzyknąłem. – Potter należy do Czarnego Pana!
Gdy wszyscy teleportowali się do Malfoy Manor zostałem z Harrym sam. Już chciałem odejść gdy zawołał.
- Ty tchórzu. Zabiłeś go ! On ci tak ufał..
- Nie nazywaj mnie tchórzem Potter!!
- Sectu..
- Expelliarmus! Śmiesz używać na mnie moich własnych zaklęć Potter?! To ja je wymyśliłem ja ! Książe Półkrwi. Stanąłem nad nim a mgła otoczyła nas dookoła. Patrzył na mnie swoimi zielonymi oczami i nic nie mówił. Z jego oczu płynęły łzy.
- Więc zabij mnie, tak jak zabiłeś jego. Bezbronnego.. – wyszeptał.
Zaśmiałem się drwiąco, ale bój przebijał mi serce.
- Należysz do Czarnego Pana. – i zniknąłem z cichym trzaskiem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz