Severus Snape spodziewałby się dzisiaj chyba każdego ale nie jego. Gdy wchodził wszystko na chwilę zamarło milion pytań które Severus miał w głowie przestało być ważne. Poczuł chłód. Lord Voldemort wszedł i zmierzył ich wzrokiem. Wszystko było jasne, albo uda im się wszystkim zagrać przed nim , albo zginą.
- No no , kogo ja tu widzę. Narcyza, Bella.. – zaczął i oblizał wargi.
- Witaj Panie – Pani Malfoy upadła na kolana a Bella podeszła do Lorda.
- Dobrze Cię widzieć. – powiedziała figlarnie ale tamten nie zaszczycił ją nawet spojrzeniem.
- Co tu robicie? – zapytał kobiet nadal bacznie patrząc w stronę Severusa. Nikt chyba nie wiedział co odpowiedzieć, bo każdy zastanawiał się, czy przeżyje następną noc.
- Bellatriks przybyła by powiadomić mnie o nowym planie. – powiedział Severus nawet nie mrugnąwszy okiem. Na szczęście zrobiła to godzinę temu, więc była szansa, że Voldemort o ty nie wiedział.
- Czy to prawda Bello?
- Tak mój Panie – ukłoniła się i spojrzała na Narcyzę. – Cyzia zgodziła mi się towarzyszyć do tego.. – nie umiała znaleźć słowa na opisanie tej ruiny. – domu.
Gdzieś daleko od tej sceny Harry Potter siedział na swoim łóżku i wypakowywał kufer. Nie zrobił tego jeszcze ani razu, zawsze tylko wymieniał ubrania i dokładał książek. Teraz postanowił w końcu coś z tym zrobić. Nie było to łatwe bo przez 5 lat nagromadził wystarczającą ilość ‘śmieci’. W pewnym momencie zobaczył małą sówkę na parapecie więc wstał otworzył okno i wpuścił ją do środka. Sowa usiadła na biurku i wyciągnęła nóżkę. Odwiązał zwitek papieru rzucił jej stare ciastko i usiadł by przeczytać list.
Drogi Harry
Jestem jeszcze we Francji ale bardzo bym chciała się z Tobą spotkać. Czy mogłabym przyjechac jutro do domu twojej ciotki? Odpisz proszę jak najszybciej.
Hermiona
Harry odwrócił liścik i naskrobał kilka słów po czym przypiął sówce i wypuścił ją na zewnątrz. Zanim zatrzasnął okno zobaczył dwie postacie idące w blasku ulicznej latarni. Jak wydawało mu się, że widzi różdżki a później tylko jedną osobę, ale pomyślał, że to przez zmęczenie. Zamkną okno i poszedł spać.
Następnego dnia rano Hermiona zadzwoniła do drzwi państwa Durshley. Veron podniósł swój wielki tłusty zadek i poszedł otworzyć. Gdy zobaczył młodą dziewczynę na progu swojego domu uśmiechną ł się zachęcająco.
- Panienka pewnie do Dudleya? – zapytał i zanim zdążyła odpowiedzieć wpuścił ją do środka.
- Dziękuję. Hermiona Granger – przedstawiła się i wyciągnęła dłoń. Oczarowany Wujek Veron pocałował młodą damę w dłoń i aż się zaczerwienił. No no skoro jego syn znalazł sobie taką dziewczynę to może w końcu wyjdzie na ludzi! – pomyślał i już chciał zawołać Dudleya gdy ze schodów doszły go kroki. Odwrócił się i spojrzał na Harry’ego.
- Cześć Harry – powiedziała Hermiona i uśmiechnęła się.
- Tak to Harry ale nie ważne – Veron zatrzymał się w pół kroku – Skąd wiesz, że to Harry?
- No bo ja właśnie do Harry’ego a nie do Dydleya.. – powiedziała cicho i spuściła wzrok. Veron jakby sparzyły go te słowa zaczał wycierać usta chusteczką przeklinając „tych innych” i wszedł do kuchni.
- I tak dobrze zareagował. – obydwoje wybuchnę li śmiechem. – Chodź idziemy na lody. – powiedziała Hermiona i złapała przyjaciela za rękę. Zresztą musimy porozmawiać.
Gdy weszli do Deja Vu Hermiona usiadła przy stoliku a on zamówił dwie porcje lodów bananowo śmietankowych i przysiadł się do niej. Słońce pięknie grzało a oni śmiali się i wspominali stare czasy. Nagle Hermiona spoważniała.
- Wiesz, pamiętasz jak w tamtym roku.. no pod koniec tamtego roku ja i Severus.. no wiesz.. – wiedział. Wiedział i bardzo go to bolało.
Cofnijmy się o kilka miesięcy.
Hermiona Granger najmądrzejsza czarownica swojego pokolenia. Zdolna uczennica i wszystko wiedząca mądrala. Zależy jak kto wolał ją nazywać. Dla Severusa nieodgadniona zagadka. W sumie czasami zastanawiał się jak połączyć dwa słowa które, według niego, najlepiej ją opisywały. „Czupiradło” i „Encyklopedia” w końcu postanowił nazwać ją po prostu Ona. Nikt nie wiedział wtedy o kim on mówi i nikt nie miał mu tego za złe. Zreszta mało co kiedy mówił. Jeśli już otwierał usta większość ludzi bała się słów które mogły paść z jego niewyparzonego gardła. Pod koniec roku Hermiona dużo czasu spędzała na nauce eliksirów. Jako magomedyk musiała je zdać a przecież jeśli coś robić to dokładnie. Z taką prośba o pomoc zwróciła się do Minerwy a ta poleciła jej staż u Snape’a. Z początku Granger bała się jak on zareaguje i nie zdziwiła się jak z nutką ironii wyrzucił ją za drzwi. Próbowała siedem razy. Jednak gdy za ósmym zapukała do drzwi usłyszała tylko
- dobra od jutra o 18 zaczynasz i ani waż mi się spóźnić! – warknął i zapanowała cisza.
Miał już jej dość. Jeszcze nie zaczęła do niego przychodzić a samo „proszę” go irytowało. Lepiej było szybciej skończyć te maskaradę. Przecież nie wytrzyma z nim dłużej niż 2 miesiące. Tak myślał ale się mylił. Hermiona przychodziła codziennie i coraz lepiej dogadywała się ze swoim przełożonym. Po 3 miesiącach zamiast od 18 do 22 siedziała czasami do 1, 2 w nocy tylko dlatego, że rozmawiali. Ona mówiła mu o swoich problemach, on ją słuchał. Po miesiącu takiej spowiedzi postanowił trochę się przed nią otworzyć. Trochę bo przecież on, postrach Hogwartu nie ma przyjaciół. Gdy minęło pół roku wiedziała, że go kocha a on nie wyobrażał sobie bez niej życia. Gdy poszła do Ministerstwa ratować Syriusza myślał, że oszaleje. Kolejna kobieta, która dla huncwota poświęca swoje cenne życie.. paranoja jakaś. Ale jednak udało jej się wrócić. Nie darowałby sobie, gdyby coś jej się stało. Ale była jego uczennicą a on nauczycielem. Gdy nadeszły wakacje postanowił szybko się jej pozbyć. Przemyśli wszystko przez 2 miesiące i jej przejdzie. Tylko.. jak on to przeżyje?
Teraźniejszość.
- Nie do końca rozumiem Hermiono. – powiedział Harry gdy kończył swoje lody. – Mówisz mi, że go kochasz, ale nie wiesz co dalej robić?
- Wydaje mi się, że on nie chce, abyśmy ze sobą byli. Widziałeś przecież jak się pożegnaliśmy. Ja do niego podeszłam a on powiedział , że ma już wakacje i że jak będę miała pytanie to dopiero we wrześniu jak znowu będzie musiał się ze mną użerać i patrzeć na moją szopę, która zajmuje mu większe pole widzenia.. – popatrzyła na niego smutno i potarła brązowe oczy.
- On już taki jest Hermiono! Nie zdążyłaś tego zauważyć ? – zaśmiał się i złapał ją za rękę. – Jeśli macie być razem to będziecie. Pamiętaj masz dopiero 16 lat.
Gdy wracali do domu Hermiona zapytała go jak mijają mu wakacje i czy był by problem gdyby zatrzymała się u niedo do jutra a potem razem pojechaliby do Hogwartu.
- Wiesz, dla mnie nie ma problemu. Ale Dyrshleyowie..
- No tak zapomniałam. No to nic. Przejde się a potem.. no przejdę się w każdym bądź razie. Do zobaczenia jutro Harry będę czekać na Ciebie na peronie. – pocałowała go w policzek i poszła dalej uliczką która prowadziła na Magnolie Cresent.
Nie mogła wrócić do Nory. Od kąd przyznała się przed chłopakami, że Snape jest dla niej kimś ważnym straciła szacunek u Rona. Kochał ją a ona tak po prostu poleciała na starego nietoperza. Ile kroć próbowała mu wytłumaczyć, że to nieprawda on zmieniał temat. W końcu przestała a potem sama przyznała się przed sobą, że chyba naprawde się zakochała.
Severus był dla niej ostoją i nie wymagał niczego w zamian. To jej odpowiadało. Ron natomiast zawsze robił masę problemów i czasami czuła się jak jego służąca.
Harry wrócił do domu i wszedł do salonu. Widok starego mężczyzny w fotelu obok wystraszonych Durshleyów był niesamowity.
- Profesor Dumbledore? – zapytał zdziwiony.
- Dobry wieczór chłopcze. – powiedział spokojnie Albus i wstał. – Mam nadzieje, ze jesteś już spakowany. Zabieram cię do pewnego miejsca, więc proszę pożegnaj się już z rodziną i chodź. To sprawa pilna więc tez nie mam czasu na tłumaczenie teraz. Wszystkiego dowiesz się po drodze.
Powiedział to tak szybko, że Harry nie zdążył jeszcze wszystkiego przeanalizować a siwobrody już stał obok.
- No tak jestem spakowany tylko muszę iść po – ale Albus uciszył go ręką i ruszył różdżką tak szybko że Harry nie wiedział kiedy profesor zdazył ją wyjąć. Kufer znalazł się na dole. Machnał jeszcze raz i zniknął. – Wysłałem go już do Hogwartu, nie będziesz go przecież dźwigał. – Poczekał jeszcze chwile i poszedł do drzwi. – Do widzenia państwu – ukłonił się i wyszedł na zewnątrz.
- no to.. na razie – powiedział Harry i wypadł za profesorem.
Hermiona długo szła uliczką patrząc w ciemne niebo. Gdy doszła do placu zabaw usiadła na huśtawce i zaczeła się huśtać. Do 11 zostało jej prawie 12 godzin. Co będzie robić? Wyciągła różdżkę i rozejrzała się dookoła. Postanowiła wyczarować namiot i rzucić na niego zaklęcie kameleona. Może nikt nie przyjdzie w nocy na plac zabaw? Bo i po co. Weszła do środka i zabezpieczyła wejście zaklęciem. Usnęła. W końcu , nie można cały czas myśleć o jednym. A może jednak można?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz