Horacy coraz bardziej działał na moje skołatane nerwy. Nie dość, że chodził wszędzie za mną i przyrównywał do mnie Potter ‘och jaki on to utalentowany z eliksirów’ to jeszcze zaczął wypytywać o Lily. Tak, bo na pewno mu powiem, dlaczego nie zaręczyłem się z tą piękna gryfonką z którą widział mnie na każdym kroku. Na domiar złego pewnego dnia usłyszałem hałas w łazience chłopców. Podchyliłem drzwi i ujrzałem drastyczną scenę. Malfoy leżał na środku w kałuży własnej krwi a nad nim z różdżką w ręce stał nie kto inny jak sam Potter. Któż by się spodziewał.
- Ja.. ja nie chciałem ! – paplał pod nosem ale nie miałem czasu by go słuchać. Sectumsempra? Skąd on do cholery to zna.. Wyleczyłem rany Malfoya i zaniosłem go do skrzydła szpitalnego. Potter miał czekać na mnie w łazience. Gdy wróciłem był blady jak ściana i mamrotał pod nosem, trzęsąc się jak owsika, że to nie jego wina, że nie chciał.
- Cisza – wyszeptałem. Był tak wystraszony że cisza która zapadła była nie do zniesienia. – Przynieś mi wszystkie swoje książki – poprosiłem. Nie musiałem się powtarzać wypadł jak szalony i po dziesięciu minutach był z powrotem.
Przeglądałem pomału jego książki co chwila zerkając na chłopaka. Cała krew odpłynęła z jego twarzy. W końcu wyciągnąłem to czego szukałem. „Eliksiry dla zaawansowanych” przekartkowałem podręcznik ale to nie był mój. Podejrzane, musiał mieć mój podręcznik skoro znał to zaklęcie. Odwróciłem na stronę tytułową i przeczytałem. Chyba żartuje.
- Roonil Wazlib ?
Widać było, że nie wie co powiedzieć. Po chwili wydukał.
- To moja ksywka.
- Ksywka? - zapytałem i zmrużyłem oczy.
- No tak mówią do mnie znajomi..
- Wiem co to jest ksywka! – ryknąłem i rzuciłem w niego książką. Idiota jeden myśli, że może ze mną żartować.
- Wiesz co ja myślę Potter ? – zapytałem najbardziej zjadliwym głosem na jaki było mnie w tym momencie stać. – Myślę, że jesteś takim samym kłamcą jak twój ojciec. Zasługujesz na szlaban w każdą sobotę do końca roku! Co ty na to?
O dziwo się zgodził nie stawiał oporu i widziałem w jego oczach skruchę. Jednak coś różniło go od Jamesa.
- ale.. panie profesorze w sobote są treningi do meczu.. – zaczął gdy przypomniał sobie o jakże ważnej sprawie w jego życiu.
- Biedni gryfoni – powiedziałem z uśmiechem i wyszedłem. – o Dziesiątej Potter – dodałem będąc już na korytarzu. A niech potem powie, że nie wiedział o której to zginie..
Rok szkolny dochodził końca a Albus nie wzywał mnie do siebie. Pewnego wieczoru dostałem wiadomość
„Przyjdź”
A.
No tak przyjadź. Oczywiście, że przyjde tylko czego się dzisiaj dowiem?
- Lubie żelki , czy coś tam.. – mruknąłem a himera odskoczyła. Nie zapukałem nawet poirytowany hasłem. Gdy wszedłem Minerwa stała przytulona do Albusa i ocierała łzę.
- yy przeszkodziłem? – zadrwiłem.
- nie, Minerwa już wychodziła. – gdy kobieta przechodziła obok mnie nie zaszczyciła mnie nawet spojrzeniem.
- a tej co? – zapytałem nie będąc do końca pewnym , czy chce znać powód jej „rozpaczy”.
- jej matka nie żyje. Umara dziś rano. – powiedział smutno Albus i podszedł do okna. Słońce zachodziło oblewając hogwart złotymi promieniami.
- To ona ma jeszcze.. – zaczęłem ale przerwałem. W sumie nie ma co śmiać się z czyjegoś nieszczęścia. I ja to mówię? Znowu mówisz do mnie? Nie. To nie mów sam do siebie bo Dumb pomyśli , że całkiem zwariowałes. Bo zwariowałem. A idź..
- mówiłes coś Severusie? – zapytał Albus i popatrzył nam nie z troską w oczach.
- nie nic. Po co mnie wezwałes? – zapytałem.
- to za tydzień.
- co ?
- za tydzień mnie zabijesz. – powiedział. – och nie przejmuj się jeśli będę chciał mam duzo czasu jeszcze na napisanie swojego epitafium – zaśmiał się a ogniki w jego oczach zamigotały.
- Strasznie śmieszne.. – powiedziałem. W myślach jednak widziałem minę Hermiony gdy dowie się, że zabiłem jej ukochanego „dziaduszka” jak to go czule nazywała, gdy siedziała w lochach na kanapie i opierała podbródek na jego piersiach.
- Severusie? – Albus znowu musiał przywrócić go do rzeczywistości.
- Tak?
- To tyle, możesz iść.
- Dobranoc Dyrektorze.
- Dobranoc dziecko..
Powinienem z nią porozmawiać, wytłumaczyć.. nie czekaj ! Nie może. Przecież to by wszystko zepsuło. Musi go nienawidzić.. Wyszedł na błonia i ją zobaczył. Siedziała na ziemi i karmiła Kła. Jej włosy rozwiewał wiatr a ona sama zaśmiewała się do łez. To był piękny widok. Szybko się ocknął, gdy zauważył że patrzy prosto na niego. Nie zdążył zmienić wyrazu twarzy i widziała, że się uśmiecha. Odchrząknął i wszedł do środka. Maj był pięknym miesiącem..
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz